Tkwimy w naszym nieszczęściu ponieważ to się opłaca

Do stworzenia tego wpisu natchnęło mnie pewne zdarzenie, któremu przyglądałam się z dużym zaciekawieniem. Otóż natknęłam się na kogoś, kto na portalu społecznościowym prosił o wsparcie motywacyjne, tzw. ?kopa? ? takiego, co by się w końcu zachciało. ?Ktoś? takie wsparcie  otrzymał – ponad 100 odpowiedzi z radą, poradą. Ale pod każdą odpowiedzią był komentarz od ?ktosia?:  tego już próbowano, a to już było robione i rezultatów nie przyniosło, a to nie działa, a to nie ta bajka, a to nie te klimaty, tu nie ma możliwości, a tu brakuje czasu, pieniędzy itp. ? żaden ze sposobów nie był dość zadowalający. Zatem po cóż było prosić o ?kopa??

Sprawa wygląda tak, że wypuszczając takie sygnały do świata wołamy o uwagę innych. I ją dostajemy! Chętnie dzielimy się swoimi sposobami na motywację, na odpoczynek, na impuls do działania ? każdy w swoim życiu coś przeszedł, coś sprawdził, coś zadziałało lub nie. I wszystko pięknie jeśli ktoś kto prosi o pomoc skorzysta z niej : dziękuję ? spróbuję! Sprawdzę, bo tego nie robiłam! Poczytam, zainteresuję się ? w skrócie : zamienię te rady w działanie.

Kłopot zaczyna się kiedy prosimy o pomoc i?. wszystko co do nas przychodzi jest nie takie, negujemy, bo nie nasze klimaty, bo to mi nie odpowiada, to nudne, to  u mnie na pewno nie zadziała, nie mam na to czasu itp. Załącza się mistrz wymówek 🙂

Dlaczego to robimy? Gdzieś, kiedyś nasz mózg nauczył się, że marudzenie działa. Narzekanie sprowadza na nas uwagę innych. Ponieważ sami nie potrafimy, nie umiemy lub nie chcemy tej uwagi sobie dać. Odkrywają się nasze niezaspokojone potrzeby ? tj. potrzeba uwagi, przynależności, bezpieczeństwa, miłości, uznania. Zatem z punktu widzenia mózgu marudzenie, narzekanie, jęczenie, tkwienie w nieszczęściu – ?oj jaki jestem biedny? opłaca się! Jest korzystne, gdyż skutecznie kieruje uwagę innych na nas. Siedzenie w bagienku po uszy i biadolenie, że w koło błoto i szlam jest ok! Takie zabiegi „błotne” fantastycznie uzupełniają w nas emocjonalne dziury – niestety chwilowo. Z drugiej strony naturalnym i odruchowym działaniem człowieka, który napotyka na prośbę o poradę jest  chęć pomocy.

Inną też sprawą jest brak odpowiedzialności za siebie samego. To wygodne oprzeć się na innych ? niech ktoś mi powie jak żyć. Jeśli się nie sprawdzi pretensje i reklamację złożę do autora ? przecież to nie był mój wymysł, to nie moja wina, że się nie sprawdziło. Łatwiej jest powiedzieć : to przez Ciebie nie wyszło/jestem nieszczęśliwy, niż samemu podjąć działanie i nauczyć się na własnych lekcjach.

Zakładając, iż ktoś zna złoty środek na nasze bolączki składamy swój los w czyjeś ręce. Nikt za nas życia nie przeżyje. I to taki paradoks ? udzielamy innym rad, ale sami nie chcemy ponosić odpowiedzialności za czyjeś życie, jednocześnie nie ponosząc odpowiedzialności własne.

Nie tędy droga. Oczekując że ktoś za nas coś zrobi to ślepa uliczka. Nigdy nikt nie będzie wiedział co tak naprawdę jest nam potrzebne, ani nie będzie wiedział co jest dla nas najlepsze. Nie będzie też wiedział z czym tak naprawdę dobrze się czujemy i co tak naprawdę na dany moment ukoi nasz ból i cierpienie. Oddając w obce ręce własne życie i samopoczucie skazujemy się na to, że nasze potrzeby nigdy nie będą w pełni zaspokojone. Pytanie tylko czy to prowadzi do szczęścia i spokoju wewnętrznego, czy wciąż podsyca ten brak który tkwi w środku?

Jedyną osobą która może zapewnić sobie szczęście, która wie co dla Ciebie najlepsze, która zna Ciebie na wylot ? to Ty sam. To do Ciebie należy wybór czy siedzieć w tym bagnie i narzekać czy jednak podjąć działanie i zabrać się za swoje życie.  Nie masz motywacji? Gwarantuję Ci, że wszelkie zasoby potrzebne do tego żeby się zmotywować masz w sobie. Cały Twój potencjał tkwi w Tobie. Trzeba go tylko odkryć!